- bułka ciabata
- 2 łyżeczki pasty z suszonych pomidorów
- jogurt z limonką i cytryną
- 3 parówki z szynki
- łyżeczka ketchupu
- łyżeczka sosu tatarskiego
- 2 wafle ryżowe
- łyżeczka serka topionego z pieczarkami
- 2 kostki czekolady gorzkiej z musem malinowym
- bułka kajzerka
- łosoś wędzony na gorąco (100g)
- łyżeczka margaryny
------------------------------------------------------------------------------------------
Śniadanie standardowo, aczkolwiek możnaby odtłuścić trochę tą pastę co ją dorwałem w Lidlu. Oni tam chyba wrzucają koncentrat pomidorowy, troszkę suszonych pomidorów ze śmietnika i majonez najgorszej jakości... doprawione chemią, więc problemy z nocnym czytaniem raczej mi nie grożą :) Bułka ciabata z Lidla to ta sama chemia, ale jest dobra... mniam. W ogóle pieczywo jakie tam robią to prawdziwa delicja... prosto z Czernobyla. Na drugie śniadanie wszamałem ten cudowny słodki jogurt... dobry, ale chyba lepiej zostać przy naturalnym, albo poszukać jakiegoś bardziej fit. Lunch... standard... parówy... znowu z Lidla, ale to nowość, więc smak mają jeszcze znośny i zawartość czegoś co nazywa się mięsem też wysoka. Obiad... w sumie troche żal nazywać to obiadem, bo tak naprawdę go w ogóle nie było... ale czekolada Lindta jest kozacka... dziabie po kubkach smakowych i daje powera :) Kolacja... no dobra... bułka... była zajebista... pewnie przytyłem przez nią 150 kilo i jutro wyślą po mnie dźwig do pracy :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz